Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiolonczela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiolonczela. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 czerwca 2012

Związek doskonały ;)

 

Spacer, partyjka golfa, zakupy w spożywczaku, siatkówka, koszykówka, lunch, siłownia, muzeum, piłka nożna, skok ze spadochronem (!!!), wycieczka rowerowa, karuzela, kino, pamiątkowe zdjęcia z budki, joga i billard… – posiadacze tych jakże pięknych instrumentów: NIE ZANIEDBUJCIE SWOICH PARTNEREK!

sobota, 14 stycznia 2012

Kevin Olusola Encore

To druga już piosenka duetu K.O i Antoniette Costa. Tym razem z towarzyszeniem pianistki i skrzypaczki – Tary Kamangar. Linia melodyczna jest trochę za bardzo moim zdaniem zbliżona do “Voice of the Legend”, przez co zastanawiam się, czy Costę stać na bardziej różnorodny repertuar. W tym momencie to chyba kwestia życia i śmierci. Pomimo tych niedociągnięć nadal nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z tej muzyki tchnie świeżością. Niech komponują, grają i eksperymentują na zdrowie. Myślę, że jest w tym potencjał.

czwartek, 29 września 2011

Kevin Olusola

Obiecałam sobie, że będę pisać przede wszystkim o muzyce klasycznej. Ale muzyka, tak jak zresztą każda dziedzina sztuki ma to do siebie, że lubi zacierać granice, ucierając tym samym nosa wszystkim tym, którzy z dumą nazywają siebie znawcami. Co więcej człowiek pozostaje tylko człowiekiem i jak czasem coś wpadnie w ucho, to koniec! Dlatego jedyne, czego mogę sobie życzyć w tym momecie to to, aby moje muzyczne wędrówki niechcący nie przekroczyły granicy dobrego smaku.

To powiedziawszy, przechodzę do sedna, czyli do Kevina Olusoli, tudzież K.O. (alter ego, do którego wrócę za chwilę). Czym wyróżnia się Kevin? Zacznę może od najmniej istotnej kwestii, czyli pierwszego wrażenia. Zdarzyło wam się kiedyś przejeżdżać przez tak nieprzyjemną okolicę, że najchętniej zrobilibyście to zamkniętymi oczami? Nie? Taka bowiem jest druga twarz wielkich i lśniących amerykańskich miast – zewnętrzne dzielnice, gdzie nie wypada być białym i niebezpiecznie się zgubić. Ale to są fakty o których niewypada mówić, dlatego wróćmy do Kevina. Otóż Kevin Olusola niczym nie przypomina młodocianego gangstera w gaciach wiszących gdzieś w okolicy kolan. Może dlatego, że pochodzi z Owensboro w stanie Kentucky (Bóg raczy wiedzieć gdzie to jest)? A tam wiadomo - tylko krowy, zielona trawa i muzyka country… Okazuje się, że nic (włącznie z wygraną w Totolotku) nie może odmienić losu tak, jak diabelska mieszanka talentu i ciężkiej, cieżkiej pracy. Jestem pewna, że właśnie dzięki temu Kevin otrzymał stanowe stypendium artystyczne, które pomogło mu się rozwijać i pozwoliło mu wystąpić w wieku siedemnastu lat na scenie legendarnego, nowojorskiego Carnegie Hall.

Kim więc jest Kevin Olusola? Wiolonczelistą (od szóstego roku życia), saksofonistą (od dziesiątego roku życia), a może sinologiem, skoro studiował język chiński na prestiżowym uniwersytecie Yale? Myśle, że Kevin jest przede wszystkim muzykiem, którego wyobraźnia i kreatywność wymyka się konwencjonalnym podziałom. Jego talent pozwala na stabilną karierę muzyka orkiestrowego, ale jednocześnie wypycha go poza ramy klasycznego metrum. Nie jest on muzykiem, który znajduje szczęście w skrupulatnym i przewidywalnym porządku melodyczno-rytmicznym. Jego muzyczny potencjał najlepiej widać wtedy, gdy eksperymentuje, gdy ociera się o jazz i hip-hop. Żeby było ciekawiej, Kevin ma jeszcze jeden talent, który w zadziwiający sposób udaje mu się połączyć z wiolonczelą. Posłuchajcie…

 

Nie jest to klasyczny kawałek (“Julie-O” pochodzi z repertuaru jazzowego kwartetu smyczkowego Turtle Island Quartet), ale wiolonczela, jakby nie było, pozostaje instrumentem twardo zakorzenionym w tradycji muzyki poważnej. Kto by więc pomyślał, że melodyjność wypływającą spod smyczka, można połączyć z tą niesamowitą umiejętnością rytmicznego pochrząkiwania. Zaskoczenie, ale też frajda, bo utwór ten, chociaż daleki od geniuszu, zdecydowanie tchnie świeżością.

Gdybym tylko mogła usłyszeć więcej tego typu wariacji na tematy klasyczne... Bardzo jestem ciekawa, co by z tego wyszło. Jak na razie jednak Kevin wydaje się podążać w innym kierunku. Jego hip-hopowe alter ego - K.O. - wydaje się dominować, czego efekt oscyluje raczej na krawędzi muzyki klubowej. Chociaż przyznam, że słucha się tego całkiem nieźle…

niedziela, 8 maja 2011

Bałkańska Wiolonczela–2Cellos

Żeby nie było niepoważnie nie zacznę od tego, że Luca jest nieziemsko przystojny (jakby nie wystarczyło to, że na wiolonczeli gra jak poeta i hardrockowiec w jednym). Wiolonczela, która trochę niesłusznie zniewieściała za sprawą pewnej prześlicznej wiolonczelistki ożywa w rękach tego młodego boga. Ożywa, krzyczy, kłoci się i placze. W takiej grze znaleźć można cały wachlarz ludzkich przeżyć i emocji.
24-letni Luca Sulic urodził się w Słowenii i tam rozpoczął swoją muzyczną edukację, którą następnie kontynuował na Akademi Muzycznej w Zagrzebiu, a także w Wiedniu. Obecnie kształci się w Królewskiej Akademii Muzycznej w Londynie. Pomimo młodego wieku Sulic jest już uważany za artystę międzynarodowego formatu. Jest laureatem wielu nagród, między innymi pierwszej nagrody Międzynarodowego Konkursu im. Witolda Lutosławskiego w 2009 roku. Miłośnicy muzyki poważnej mieli okazję poznać Sulica już wcześniej, koncertował on bowiem w wielu europejskich salach koncertowych. Ale to za sprawą You Tube ukazał się on szerszej publiczności. W styczniu 2011 roku razem z Stjepanem Hauserem nagrał on cover "Smooth Criminal" Michaela Jacksona. Nagranie to od razu stało się tzw. "sensacją You Tube". Pod koniec kwietnia duet zagrał swój hit w programie Ellen Degeneres i potwierdził wydanie płyty.
Przyznać trzeba, że oryginalny Smooth Criminal jest całkiem udanym utworem potwierdzającym talent Jacksona. Tylko dobra piosenka może stać się materiałem na równie udane (bo wnoszące coś zupełnie nowego) covery. Trudno nie zauważyć, że młodzieńcy z 2CELLOS podążyli w swej wiolonczelowej stylizacji w tym samym kierunku co Alien Ant Farm wydobywając z piosenki energię, zabarwioną agresją. W obu aranżacjach tempo jest szybsze od oryginału. Zamiast gitarowych riffów mamy brudne, ostre "riffy" smyczkowe, zamiast szalonych chłopaków z amerykańskiego przedmieścia - salę koncertową z poprzewracanymi krzesłami. Ale też aranżacja Luki i Stjepana nie jest krzykiem buntu, dla samego krzyku. Wydawać by się mogło, że to nie słuchacz jest adresatem tej muzycznej eksplozji, ale że ten muzyczny krzyk zamknięty jest pomiędzy instrumentami. Muzycy za pomocą strun prowadzą ze sobą rozmowę (w krótkim momencie czasem przyciszonym gosem), kłocą się, a nawet walczą. Wirująca wiolonczela to wcale nie musi być artystyczny szpan, ale próba wyjścia poza katalog muzycznych środków wyrazu. W końcu jest to opowieść o męskiej bójce...

To co jest naprawde niezwykle w tym nagraniu to bogactwo dzwięków. Zamierzeniem muzyków jest osiągnięcie efektu utworu orkiestrowego za pomocą jedynie dwóch instrumentów. Przyznają, że unikając ułatwień, jakim byłaby np. perkusja, stawiają sobie trudne zadanie, które wymaga wirtuozerii. Należą się więc im brawa nie tylko za talent, ale także za popularyzowanie muzyki klasycznej bez uszczerbku na warsztacie muzycznym. I jeszcze jedno: popularność nagrania 2CELLO (która już na samym początku przekroczyła najśmielsze oczekiwania autorów), stanowi dowód na to, że wartościowa muzyka potrafi z powodzeniem wypromować się sama, bez wielkiej pompy, medialnego szumu, czy patronatu znanej wytwórni.
Pomimo popularności i niewątpliwej charyźmie, Luka i Stejpan są przede wszystkim profesjonalnymi muzykami. Stjepan nagrywa często poza granicami Chorwacji. Luka kształci się w Londynie pod okiem Matsa Lindstroma. Niedawno wygrał konkurs w Wigmore Hall.
Warto więc pamiętać, że projekt 2CELLO jest jednym z wielku epizodów w karierze artystów, w których repertuarze jest przede wszystkim muzyka poważna.
Na koniec przepiękny Nokturn cis-moll (op.19, nr. 4) Piotra Czajkowkiego w niezwykle subtelnym wykonaniu Luki Sulica. Tam gdzie rosyjska nostalgia spotyka się z bałkańską wrażliwością...